Myśli, artykuły, wynalazki, cywilizacja

Film, muzyka, rozrywka

Ta majówka miała być zupełnie inna…cz.4

Sięgnęłam do szafki i znalazłam swoje leki na zbicie ciśnienia. Wzięłam tabletkę trzęsącymi się rękami, a Kasia cały czas próbowała mnie uspokoić. Mówiła jakieś głupoty o miłości, oczarowaniu, pierwszym wejrzeniu i strzale Amora, a ja naprawdę zastanawiałam się, czy źle wychowałam swoje dziecko, że zupełnie już odebrało jej rozum? Oddychałam ciężko, ale wreszcie usiadłam przy stole i jeszcze raz poprosiłam ich oboje o wyjaśnienie mi tego wszystkiego. Przez twarz Andrzeja, widziałam to wyraźnie, przemknął jakiś dziwny uśmieszek.

Kasia od nowa opowiadała o jego świetlanej karierze, delegacji i o tym, że jej praca nie jest warta tego, żeby rozstawali się na pół roku. Jej argumenty brzmiałyby sensownie, gdyby nie to, że cała ta sytuacja była bezsensowna. Szalona i nierozważna. Starszy, obcy mężczyzna i młoda dziewczyna, poza Polską, z dala od ludzi, wsparcia, czegokolwiek. No nie… czułam, że ja tego chyba nie przeżyję. W tej samej chwili poczułam też wibrowanie telefonu w kieszeni domowych dresów. Sięgnęłam po niego i zobaczyłam wiadomość od znajomej policjantki. Zapytała tylko, czy on teraz u mnie jest. Przełknęłam ślinę i odpisałam, że tak. Podniosłam wzrok na Andrzeja i widziałam, że dziwnie się we mnie wpatruje. Te jego zimne, stanowcze oczy. Czy ja nie byłam zbyt przewrażliwiona?

– Dolać Wam kawy? – spytałam.

– Chętnie, poproszę. – odpowiedział Andrzej, więc wstałam i na drętwych nogach podeszłam do kuchennego blatu. Nalałam kawę i przypomniałam sobie o słodkościach, które przyniósł. Sięgnęłam do eleganckiej torebki i postawiłam czekoladki na stół. Cały czas próbowałam się uspokoić, ale nie wiem czy mi się to udało. Z trudem przetrwałam kolejne pół godziny, a może czterdzieści minut opowiadania Kasi, bo szczerze mówiąc, miałam już dość wychwalania Andrzeja i patrzenia na córkę, która naprawdę wydawała mi się po uszy zakochana. Pomyślałam sobie, że może to ja zestarzałam się już na tyle, że straciłam tę spontaniczność, która jest przecież domeną miłości. Może ramoleję, sama, bez męża, bez kogokolwiek poza córką i kilkoma znajomymi, do których mogłabym się odezwać.

– Nie martw się mamuś, zobaczysz, że wszystko będzie dobrze – powiedziała Kasia i znowu się do mnie przytuliła. – Będę dzwonić codziennie i opowiadać Ci, jaki piękny jest Berlin.

Mruknęłam coś pod nosem, a później usłyszałam pukanie do drzwi. Andrzej od razu uniósł głowę w stronę przedpokoju. Wzruszyłam ramionami, mówiąc, że nikogo się nie spodziewam i poszłam zobaczyć, kogo przywiało. Na dzisiaj miałam już wystarczająco dużo emocji, ale to, co działo się przez następnych kilka minut, kiedy już otworzyłam drzwi, kompletnie przeszło moje oczekiwania.

Do mieszkania wparowało dwóch policjantów i moja koleżanka, ta sama, do której wysłałam zdjęcia dowodu i prawa jazdy Andrzeja. Kiwnęła głową, żebym się cofnęła i szeptem zapytała, gdzie on jest. Później w kuchni rozpętało się piekło. Policjanci rzucili się na mężczyznę i próbowali go aresztować, ale on złapał Kasię i próbował zasłonić się jej ciałem. Kiedy mu się to nie udało i jeden z funkcjonariuszy powalił go na ziemię, bronił się, krzyczał i odgrażał na czym świat stoi. Wreszcie wyprowadzili go z mieszkania, a ja nadal stałam w przedpokoju kompletnie zszokowana. Nie mogłam ruszyć nawet nogą i miałam wrażenie, że jestem ze strachu sparaliżowana. Koleżanka w mundurze uspokajała właśnie moją córkę, a potem zawołała mnie do kuchni. Wtedy wyjaśniła nam, że partner córki jest od roku poszukiwany za stręczenie kobiet do zagranicznych, nielegalnych domów publicznych. Poczułam, że serce wyskakuje mi z klatki piersiowej, a Kasia zbladła i policjantka musiała ją podtrzymać, żeby nie zemdlała.

Do końca życia będę wdzięczna za to, że tego dnia posłuchałam własnej intuicji i chociaż zareagowałam okropnie, to okazało się, że to było najlepsze, co mogłam zrobić. Tę majówkę spędziłyśmy tylko we dwie. Ona płakała z rozpaczy po mężczyźnie, którego chyba rzeczywiście kochała, a ja płakałam z radości pomieszanej ze strachem. Strachem o to, że mogłabym stracić swoje jedyne dziecko.

Koniec.