Cywilizacja uwiodła nas łatwością życia, właściwie wszystko robi się samo. Szczególnie dotkliwie odczuwamy jej uroki wtedy, gdy zabraknie drugoplanowych bohaterów naszej codziennej walki o byt, czyli kuchennych skrzatów AGD. Nikt tak naprawdę nie wie, kiedy te urocze agdludki ugotują, zaparzą, pokroją, poszatkują, wymieszają, zagotują, opieką i zrobią jeszcze wiele innych czynności, które jeszcze do niedawna trzeba było robić samemu. Właściwie każda polska rodzina ma w domu chociaż jednego agdludka. Najczęściej jest to agdludek – czajnik elektryczny, który na stałe wpisał się w pejzaż polskich kuchni. Równie popularne są agdludek – toster, agdludek-ekspers do kawy, agdludka – sokowirówka. Nie należy słuchać pesymistycznych wróżb o końcu cywilizacji, o tym, że apokalipsa, plagi, Armagedon. To wszystko propaganda i próba odwrócenia uwagi od rzeczywistego sedna problemu, bowiem cywilizacja przetrwa tylko wtedy, gdy ocalimy nasze agdludki przed zniechęceniem, czy też pragnieniem odejścia w wieczny mrok… Wyobraźcie sobie, że rano rozczochrani, zmięci po nocy i wczorajszym oblewaniu kolejnego czegoś tam co wyszło waszej firmie, wchodzicie do kuchni celem zaparzenia sobie boskiego nektaru porannej kawy, a tam pustka, nicość, bezkres mebli i innych niepotrzebnych do niczego rzeczy. Koniec cywilizacji nastąpi, gdy odejdą od nas AGDludki, to chyba jest dla wszystkich jasne…